Praca niniejsza ma za zadanie próbę porównania taktyki polskiego rycerstwa z taktyką rycerstwa zachodniego, a ściślej Zakonu Krzyżackiego.
Praca ma wykazać czy założenia taktyczne polskiej strony odbiegały zasadniczo od taktyki zachodniej, reprezentowanej przez oddziały krzyżackie,
a konfrontacja w bitwie pod Koronowem będzie doskonała do porównań, jako, że starły się tam w dużej mierze oddziały rycerstwa zachodniego
(posiłki z Nowej Marchii) z elitarnym rycerstwem polskim (większość z nich służyła na dworze Zygmunta Luksemburczyka, a także stanowiła
chorągiew przyboczną- gończą króla Jagiełły).
Jak zatem widać można wysnuć na tej podstawie wniosek, że uczestniczące w tej bitwie oddziały i stosujące
właściwą sobie taktykę, będą doskonałe dla porównań.
Praca ta spróbuje odpowiedzieć na kilka ważnych pytań związanych z problematyką bitwy pod Koronowem .
Autor spróbuje wyjaśnić, czy spotykane w dawnej literaturze stwierdzenie, że bitwa ta miała charakter czysto turniejowy, to znaczy, czy walki miały
charakter indywidualnych pojedynków, jest zgodne z prawdą, czy jest to może wymysł oparty na romantycznym wyobrażeniu rycerza i sposobu
średniowiecznej walki.
Kolejnym zagadnieniem ważnym poruszenia będzie próba odpowiedzi na pytanie, co spowodowało, że bitwa
koronowska miała taki a nie inny, podobny do bitwy na polach Grunwaldu przebieg.
Autor zdaje sobie sprawę z faktu, że praca ta będzie jedynie szkicem, w niewielkim tylko stopniu
wyczerpującym problem bitwy koronowskiej. Niemniej praca ta spróbuje rostrzygnąc wspomniane wyżej problemy.
2.Geneza bitwy
Bitwa pod Koronowem jest uważana za jedną z ważniejszych bitew tzw. Wielkiej Wojny. Jest ona rzeczywiście ważna, bowiem zwycięstwo
w niej odniesione zapobiegło połączeniu się sił krzyżackich von Plauena z posiłkami niemieckimi z Nowej Marchii pod dowództwem von
Kuechmeistera. Gdyby to połączenie nastąpiło siły polskie zbyt nieliczne (Jagiełło rozpuścił część swych wojsk do domów, odeszli też Litwini
Witolda) nie miałyby zbyt wielkich szans powstrzymać Krzyżaków przed kontrofensywą.
Zanim jednak poświęcimy uwagę samej bitwie spróbujmy prześledzić wypadki poprzedzające ją i
przedstawić genezę tejże konfrontacji.
Rozejm zawarty między Jagiełłą a von Plauenem po kampanii letniej 1410 roku spowodował, że król polski
zająwszy część krzyżackich zamków i miast pozostawił w nich słabe liczebnie załogi a sam wycofał się za Wisłę na Pogranicze Mazowieckie.
Jagiełło zezwolił także części polskiego wojska rozejść się na czas rozejmu do domów, tak że po stronie polskiej pozostało ok. 7 tys. rycerstwa,
ale w znacznym rozproszeniu na terytorium przygranicznym. Jagiełło zezwolił także na czasowy powrót do domów Litwinom Witolda.
Tymczasem von Plauen ściągał posiłki z Rzeszy i gromadził swoje własne oddziały. Z dniem 24 września
ruszył na zamki zajęte przez Polaków. Niespodziewany atak przy słabych liczebnie załogach spowodował, że większość z nich nie utrzymała się.
Krzyżacy w ciągu kilku dni odzyskali większość utraconego terytorium. W październiku na teren zakonny wkroczyły wspomniane posiłki z Rzeszy
prowadzone przez wójta Nowej Marchii, Michała Kuechmeistera von Sternberg w sile ponad 4 tys. ludzi, zmierzające na Bydgoszcz i Kujawy.
Z drugiej strony uderzał na Ziemię Dobrzyńską mistrz inflancki Bern von Hevelmann w sile 2 tys. ludzi.
Kiedy stało się jasne plany Kuechmeistera, Jagiełło postanowił za wszelką cenę przeszkodzić połączeniu się
Krzyżaków. Krzyżacy oblegli zamek w Tucholi broniony przez Janusza Brzozogłowego i stało się jasne, że nie wytrzyma on zbyt długo.
Pozbawiony praktycznie wojska Jagiełło postanowił prośbami, bądź podarkami nakłonić zamierzających go opuścić rycerzy polskich na służbie
króla węgierskiego, do zastąpienia drogi posiłkom krzyżackim . Udało mu się nakłonić do tego kilkuset z nich, do tego doszły jeszcze dwie rodowe
chorągiewki panów wielkopolskich: wojewody poznańskiego Sędziwoja z Ostroroga i kasztelana poznańskiego, Dobrogosta z Szamotuł, obaj herbu
Nałęcz, w sile 600 koni, doliczyć do tego trzeba jeszcze rycerstwo pospolitego ruszenia z powiatów wielkopolskich pod wodzą Macieja z Łabiszyna,
wojewody brzesko - kujawskiego, w sile ok. tysiąca, trochę piechoty, co w sumie dało liczbę optymistycznie licząc 2 tys. zbrojnych.
Podążające na pomoc Tucholi oddziały polskie rozłożyły się obozem w miejscowości Koronowo, w miejscu
dogodnym do obrony z racji podmokłego terenu i strategicznym z racji tego, że była to najkrótsza droga na Bydgoszcz i do serca Kujaw oraz
z powodu obecności w tej miejscowości dogodnej przeprawy przez rzekę Brdę. Tam też natknęli się na Krzyżaków mających dwukrotną przewagę
liczebną (ponad 4 tys. ludzi).
3. Bitwa pod Koronowem - aspekt taktyczny
Na wieść o zbliżających się Krzyżakach Polacy wysłali na zwiad podkomorzego sieradzkiego Tomasza
Szeligę herbu Róża i Mikołaja Dembickiego herbu Gryf, ale zostali pojmani i wzięci na spytki. Przytomnie jednak zeznali fałszywie celowo
wprowadzając wroga w błąd, że "wojska tam są w nieładzie, niewyćwiczone i niedoświadczone i że gdyby się ktoś odważył je zaatakować,
bez trudu musi je pokonać". Krzyżacy pozostawili niewielki oddział oblegający Tucholę i ruszyli na Koronowo. Tu doszło do ciekawego incydentu
przedstawiającego fortel taktyczny stosowany wobec wroga w średniowieczu. Co tym bardziej ciekawe zastosowali go Krzyżacy, a więc rycerze
zachodni, przecząc tym samym współczesnym wyobrażeniom o walce w tym okresie. Chodzi mianowicie o pozorowaną ucieczkę w celu
wciągnięcia wroga w pułapkę.
Zdarzyło się tak, że Krzyżacy wysłali niewielki oddział celem zbadania pozycji polskich, który widząc szykującą
się do bitwy jazdę polską udali bezładną ucieczkę. Widząc to Polacy rozpuścili konie w galopie i zaczęli ścigać uciekających. Chodziło Krzyżakom
prawdopodobnie o to, by odciągnąć jazdę od piechoty , której od czasu bitwy grunwaldzkiej bali się jak ognia, pamiętając jak zaciekle potrafiła
walczyć i nie oszczędzać nikogo. Poza tym ten niewielki oddział miał zmęczyć konie polskich rycerzy, przez co ograniczyć poważnie ich zdolności
bojowe. Na zmęczonych i rozproszonych w pościgu Polaków miał uderzyć trzon sił Kuechmeistera - ciężka jazda ustawiona na dogodnym do
szarży stoku wzgórza pod wsią Łęcko. Uderzenie ciężkiej konnicy miało zmiażdżyć Polaków i zmusić niedobitki do ucieczki.
Jak zatem widać plan ten był doskonały pod względem taktycznym, ale niezbyt oryginalny, bowiem od
wieków stosowano ten manewr. Problem polega jednak nie na tym, że go zastosowano, ale na tym, że kłóci się on z przyjętym stereotypem
szlachetnie walczących rycerzy, niemal z podniesioną zasłoną przyłbicy. W dawniejszej literaturze przyjęło się uważać bitwę pod Koronowem za
przykład walki turniejowej na polu bitwy w szyku ustawionym w tzw. płot, czyli w ciasnym szeregu chorągwi, gdzie nie ma miejsca na manewry,
gdzie wódz ustawia wojska i sam potem staje się walczącym szeregowym rycerzem a walka zmienia się w szereg indywidualnych pojedynków
w ciżbie uderzających z dwóch stron mas ludzi i koni. Tymczasem już ten przykład poważnie podważa ten stereotyp, ale do tego jeszcze
powrócimy niżej, teraz skupmy się na dalszym przebiegu wydarzeń.
Jak już wspomnieliśmy Krzyżacy wciągali Polaków pozorowaną ucieczką w pułapkę, teraz przedstawimy
dowody na to, że była pozorowaną. Zdarzyło się pod czas tejże "ucieczki" , że Polscy strzelcy (łucznicy) konni kilkakrotnie zasypywali uciekających
gradem strzał, poczym natychmiast chowali się za szeregi swoich kopijników. Krzyżacy bowiem natychmiast zwracali się czołem do strzelających,
ale po ich skryciu się za plecami ciężkozbrojnych kontynuowali "ucieczkę". Jak widać tak się nie zachowują szukający ratunku w ucieczce,
tylko właśnie próbujący podciągnąć ścigających pod z góry upatrzone pozycje.
Kolejnym dowodem będzie stwierdzenie faktu istnienia zasadzki, czyli czekających na wzgórzu wojsk
zakonnych. Okazało się bowiem, że wysłany na rekonesans oddział natknął się na oczekujących na wzgórzu Krzyżaków. Uprzedzeni Polacy
objechali wzgórze i ustawili się na dogodnej dla siebie pozycji, niwecząc tym samym doskonały plan krzyżacki. Tak często właśnie, jak widać,
bywa, że każdy plan bitwy wydaje się doskonały zanim nie zacznie się ona sama, wtedy wydarzenia same zmieniają przebieg i posunięcia w
walce. Jak zatem widać zasadzka miała miejsce.
Pomawiając ten fragment bitwy nasuwa się drobna refleksja związana jednak z taktyką polskiego rycerstwa.
Otóż Kuczyński powołując się na przekaz Długosza wspomina, że owi łucznicy konni musieli być jeźdźcami tatarskimi. Wniosek ten wysnuwa
na założeniu, że nikt w średniowieczu nie potrafił strzelać z łuku z biegnącego konia, podaje przy tym przykłady łuczników angielskich uważanych
za najlepszych w tym okresie, którzy byli formacją pieszą. Natomiast tylko Tatarzy potrafili strzelać z konia. Wniosek wydaje się słuszny, jednak
tylko wtedy jeśli przyjmiemy, że Polacy pod Koronowem mieli oddziały jazdy tatarskiej, a o tym Długosz w swoim przekazie nie wspomina.
Należy jeszcze przyjąć, że strzelano rzeczywiście z łuków. Cały problem według Nadolskiego polega na tym, że źle interpretuje się znaczenie
słowa "sagittae", czyli strzały bądź też bełty od kusz, oraz "sagittarius", czyli łucznik bądź kusznik. Nadolski opowiada się za interpretacją bełty,
jako, że strzały miały już zbyt małą siłę przebicia zbroi płytowej. Gdyby założyć, że strzelano jednak z kuszy, wtedy wzmianka Długosza o
zasypywaniu przeciwnika gradem strzał, też ma sens, bowiem chorągwie jazdy składały się z kopijników i strzelców kuszniczych, którzy razili
przeciwnika strzałami, kiedy chorągiew uderzała na drugą. Strzelcy ci strzelali ponad głowami swoich kopijników - stąd grad strzał. Należy tu
wspomnieć o tym, że taki grad strzał bywał równie śmiercionośny co chmura strzał tatarskich. Wtedy można by wykluczyć obecność Tatarów
w siłach polskich pod Koronowem. Dla jasności wywodu i uargumentowania go przedstawimy teraz tekst łaciński i polskie tłumaczenie:
"In huius modi tamen refrogado processu sagittarii ex regio exercitu telis frequentibusillos obruunt, infestant,vulnerant et in hostilem exertitum
crebra irruptione in silientes, plures de illis prosterunt." A oto jego tłumaczenie: "Jednak w czasie tego wycofywania się łucznicy (kusznicy - T.D.) z wojska królewskiego zarzucają ich raz po raz strzałami, atakują, ranią i
wdzierają się raz po raz między wojsko wrogów, wielu z nich kładą pokotem."
Kolejnym mitem związanym ze średniowieczem jest przeświadczenie, że walczono w szyku w płot
zderzając jednocześnie masy ludzi i koni ze sobą w jednym starciu próbując rozstrzygnąć bitwę. Wydaje się przy tym na ogół, że nie było
wyrafinowanej taktyki czy manewrów - co przy założeniu walki w ten sposób wydaje się słuszne, pytanie jednak nasuwa się samo, czy
rzeczywiście tak walczono nawet na zachodzie? Wydaję się jednak, że takie przeświadczenie nie może być słuszne, bowiem system takiej
walki mimo że dosyć efektowny i na pewno zgodny z ideałem turniejowym, czyli zasadą uczciwej walki i w starciu jeden przeciwko jednemu,
jest jednak mało skuteczny powodując duże straty i przeciąganie się konfliktu zbrojnego, co mocno nadweręża skarb państwa. Dlatego wydaje
się słusznym stwierdzenie, że system walki w płot w starciu nie był raczej używany.
Nadolski podaje inny system, znacznie bardziej efektywny i pozwalający odnieś zwycięstwo nawet przy
liczebnej przewadze przeciwnika, co przy walce w płot nie miało by miejsca. Chodzi mianowicie o system klinowo-kolumnowy. Technika walki
w takim szyku polegała na tym, że ustawiano się do bitwy w obrębie swojej chorągwi, ale traciła na znaczeniu formacja kopii, teraz wszyscy
kopijnicy ustawiali się z przodu w kilku rzędach ułożonych w kształcie klina, a dopiero za nimi stali strzelcy . Kopijnicy osłaniali także boki chorągwi
i znajdujących się wewnątrz formacji strzelców. Dzięki takiemu ustawieniu chorągiew ma znacznie większą siłę przebicia a dodatkowo strzelcy
mogą razić przeciwnika strzałami nawet w galopie pokrywając przedpole przed kopijnikami chmurą strzał.
Stosując taki system można zapewnić swoim wojskom dużą manewrowośc podczas bitwy, można także
wprowadzać odwody, uzupełniać je i wycofywać zmęczone chorągwie na wypoczynek
Nadolski rozprawia się też z wyobrażeniem, że na zachodzie powszechnie stosowano jednak szyk w płot.
Przedstawia dowody na to, że szyk w płot nie przyjął się właściwie nigdzie, a wyrywanie się do przodu, łamanie szyku było surowo karane, co
dowodzi istnieniu manewrów na polu walki nie możliwych przy tym systemie. Ponadto starano się stosować oskrzydlenie , zwijanie szyków by
zapobiec oskrzydleniu, a po nieudanych szarżach wycofywano się i atakowano ponownie. Jak zatem widać kolejny mit romantyczny nie znajduje
potwierdzenia w rzeczywistości.
Przedstawmy zatem teraz jak mogłaby wyglądać szarża kawalerii w późnym średniowieczu, a więc także i
w bitwie pod Koronowem.
Najpierw rozstawiano chorągwie w szyku klinowym. Na czele takiej chorągwi stali najlepiej uzbrojeni kopijnicy
posiadający więc największa siłę "przebicia". Ustawieni oni byli po kilku w rzędach (o ich szerokości decydowała liczebność chorągwi).
Nazywani byli w literaturze ówczesnej antesignani, czyli przedchorągiewni. Za nimi stali chorąży z chorągwią i otaczający go gorzej uzbrojeni
kopijnicy, którzy też osłaniali skrzydła chorągwi; na samym końcu stali strzelcy.
Chorągiew ruszała stępa, by po kilkuset krokach przejść w kłus, Z chwilą zbliżenia się przeciwnika
rozpoczynał się ostrzał kuszników, następnie chorągiew przechodziła w galop ( cały czas ostrzeliwując przedpole kopijników ). W momencie
kiedy za chwilę miało dojść do starcia pochylano kopie i przechodzono w cwał. Uderzenie takiej masy ciężkozbrojnego rycerstwa miało przełamać
szyk przeciwnika i wbić się klinem w jego linię. W tym momencie kruszono kopie i dochodziło do walki na miecze, chociaż zdarzali się walczący
małymi toporkami rycerskimi, buzdyganami lub inną krótką bronią obuchową, należy jednak pamiętać, że miecz był bronią rycerską i przeważał
wśród walczących.
Podobnie musiała wyglądać bitwa koronowska, tyle że przed właściwa walką miały miejsce popisy
harcowników i tak np.: Ślązak, Konrad Niemcz wyzwał do walki Jana Sczyckiego herbu Doliwa i został przezeń pokonany i zrzucony z konia na
oczach obu stron.
Po zmaganiach harcowników następuje bitwa podobna do opisanego wcześniej starcia chorągwi w szyku
kolumnowo - klinowym. Ale oddajmy głos Długoszowi: " Szyki ścierają się z potężnym okrzykiem [...] Obydwie strony wytrwale wytrzymują ataki walczą bardzo dzielnie. Jedno i drugie wojsko
walczyło przez jakiś czas jednakową odwagą i zawziętością. [...] Wśród najzawziętszej zatem bitwy między obydwoma wojskami, kiedy żadna
strona nie ustępowała ani się nie wycofywała, ogromnym wysiłkiem obie strony tak się zmęczyły, że nastąpiło jakby zgodne z umową przerwanie
walki. Jedno i drugie wojsko ogłasza zatem, by przez jakiś czas przestrzegano zawieszenia broni."
Następuje zawieszenie broni podczas którego rycerze mogli nieco odpocząć przed nowymi zmaganiami.
Potem toczy się nowa walka, ale ona również nie przynosi rezultatu - obie strony walczą równie dzielnie i zacięcie. Kiedy walczący niemal
słaniają się po długiej walce następuje kolejna przerwa.
Ten odpoczynek jest ze wszech miar ważny do opisania bowiem zachowania rycerzy podczas zawieszenia
broni są doskonałym przykładem przestrzegania reguł kodeksu rycerskiego, niemal są wzorem postępowania dla przeciwników przestrzegających
zwyczajów rycerskich. A co ważne podobnych przykładów niewiele znajdziemy nawet w zdawałoby się rycerskim średniowieczu.
Niech zobrazują nam to słowa kronikarza: Rycerze "wycierają z potu siebie i konie, opatrują rany, odpoczywają, rozmawiają i wymieniają jeńców, nawzajem oddają zagarnięte przez
jednych i drugich konie, dla których rozpoznania można było podejść do wojska wrogów. Posyłają sobie nawzajem wino dla ugaszenia pragnienia
i usuwają z pola ludzi zrzuconych w walce z koni, cierpiących z powodu ran nie mogących się podnieść, żeby ich nie podeptano tak, że
nieświadom rzeczy mógł być przekonany, że to nie są wrogie, ale związane największa przyjaźnią oddziały."
Po tak spędzonym odpoczynku rozpoczęła się ostatnia faza tej bitwy. Początkowo przebiega ona niemal jak
poprzednie, ale gdy rycerz polski Jan Naszan z Ostrowca z rodu Toporczyków zrzucił z konia chorążego Henryka Franka i zdobył noszoną przez
niego chorągiew samego mistrza von Plauena, upadł duch bojowy w Krzyżakach. Uniesieni sukcesem Polacy uderzyli ponownie na szeregi
zakonne i przełamały ich szyki. Rozpoczęła się ucieczka i niestety już nierycerskie dobijanie uciekających i pochwytywanie jeńców. Szybko
zapadające ciemności przeszkodziły w pogoni i wielu zdołało umknąć z pogromu.
Bitwa koronowska kosztowała Zakon Krzyżacki według Długosza 8 tys. poległych. Wydaje się to absurdem
przy wcześniejszych wyliczeniach sił obu stron. Krzyżacy mieli w tej bitwie nie więcej niż 4 tys. ludzi, gdyby jak wylicza Spieralski, uznać dane
Długosza, to przy uwzględnieniu 25 procentowego ubytku stanu liczbowego strony przegranej ( co i tak jest wskaźnikiem maksymalnym) wojsko
krzyżackie, aby osiągnąć liczbę 8 tys. poległych musiało by liczyć 32 tys. ludzi.
Spieralski uznaje za optymalną liczbę 800 zabitych i 300 jeńców, co wydaje się słuszne, ale my uważamy
ją nieco za niską i widzielibyśmy raczej nieco więcej zabitych, a zwłaszcza jeńców- należy przecież uwzględnić straty nie poniesione w samej
bitwie, te raczej nie były duże, ale bezładna ucieczka powoduje zawsze duże straty, tak tez było przy okazji bitwy pod Grunwaldem, gdzie
najwięcej strat doznał Zakon właśnie podczas ucieczki po bitwie. Nasze szacunki zamknęlibyśmy liczbą 1000 zabitych i 500 wziętych do
niewoli. Nie są one jak widać mocno różne od szacunków Spieralskiego, ale należy pamiętać, że pościg nie trwał długo z powodu zapadających
ciemności.
Jak zatem widać Długosz przesadził gloryfikując zwycięstwo polskie.
4.Zakończenie
Bitwa koronowska spowodowała zaniechanie przez Krzyżaków planów ataku na polskie pogranicze.
Plan von Plauena zaniesienia w odwecie ognia i miecza do Polski został zniweczony przez jedną klęskę, ale podstawowy cel krzyżacki, czyli
odzyskanie utraconych zamków i wyparcie Polaków z ziem zakonnych został osiągnięty. Jak zatem widać bitwa miała znaczenie propagandowe
przede wszystkim, ale nie zapominajmy o jej doraźnym celu, czyli przeszkodzeniu armii Kuechmeistera w zniszczeniu polskiego pogranicza. Mimo
tak świetnego zwycięstwa nie udało się Polakom obronić Tucholi, bowiem obrońca zamku, Janusz Brzozogłowy został przez podstawionych
ludzi krzyżackich fałszywie poinformowany o klęsce wojsk koronnych pod Koronowem. Widząc bezcelowość dalszej obrony, skapitulował na
warunkach honorowych i wrócił z załogą do Inowrocławia, gdzie stacjonował król Jagiełło. Tam dopiero dowiedział się o swym błędzie, ale zamek
został stracony.
Długosz gloryfikuje bitwę mimo jej niewielkiego sukcesu strategicznego, a obie strony wychwala za
waleczność i rycerskość. Tu musimy się zgodzić z kronikarzem, że pod tym względem bitwa koronowska zasługuje na pamięć i może służyć
za wzór nawet, a może przede wszystkim dla współczesnych "wojowników".
Pomimo całej wspaniałości kunsztu rycerskiego walczących, sposób w jaki przedstawia jej znaczenie
Długosz jest co najmniej śmieszny. Otóż pisze on: "Rzadko za naszych czasów pamiętano tak sławną bitwę nawet miedzy chrześcijanami a barbarzyńcami, w której by z taka dzielnością i taką
wytrwałością walczący po obu stronach zabiegali o zwycięstwo. I chociaż wspomniane zwycięstwo pod Koronowem było w istocie mniejsze niż
pod Grunwaldem, ale jeśli się weźmie pod uwagę niebezpieczeństwo, zapał i wytrwałość w walce, zwycięstwo walczących należy stawiać wyżej
od grunwaldzkiego."
Na koniec naszych rozważań nad bitwą koronowską zadajmy sobie jeszcze jedno pytanie; co
zadecydowało o tym, że ta bitwa była tak odmienna od chociażby bitwy pod Grunwaldem. Pytanie wymaga złożonej odpowiedzi, najpierw trzeba
sobie odpowiedzieć czym ona się wyróżniała spośród innych setek bitew średniowiecza?
Wydaje się rzeczą oczywistą, że rzadko spotykaną w średniowieczu, co może dziwić, szlachetnością z obu
stron, tym że walczący traktowali ją niemal jak turniej z wszystkimi zasadami panującymi na takich " imprezach", dziwi zwłaszcza owa wymiana
koni i przesyłanie sobie nawzajem wina, dziwi nawet samego Długosza, a więc człowieka z tamtej epoki, dlatego tak głośno pochwala obie strony i
gloryfikuje aż do przesady znaczenie bitwy tylko , wydaje się , po to by zwrócić uwagę na ten fenomen. Istotnie musiało to być niezwykłe i takie jest
do dzisiaj.
Co zatem spowodowało takie zachowanie u wydawało by się śmiertelnych wrogów? Wydaje się nam, że
zaważyła tutaj niezwykle prozaiczna przyczyna , mianowicie obecność po obu stronach znakomitych rycerzy, wychowanych w tradycji czci
rycerskiej, szacunku dla dzielnego przeciwnika, czy wreszcie obyciu dworskim większości rycerzy, trzeba pamiętać, że byli to dworzanie, a wielu
z nich służyło także na dworze króla węgierskiego, na którym obowiązywały wspomniane wyżej zasady. Jest jeszcze jedna przyczyna, chodzi o
to, że siły krzyżackie w tej bitwie stanowili goście i zaciężnicy zakonni, ludzie często z dalekich krajów, a więc nie mający żywotnych interesów
w walce z Polakami, nie czujący nienawiści, a także strona polska wolała przedstawiać intrygom krzyżackim prawdziwy obraz Polaków, nie
barbarzyńców, ale rycerskich wojowników znających obyczaj zachodni cywilizowanych narodów.
Jest jeszcze jedna, ostatnia przyczyna tego, że bitwa ta była inna niż grunwaldzka. Chodzi nam oczywiście
o brak piechoty w samej bitwie. Wiadomo bowiem, że formacja ta nie miała interesów w braniu jeńców, nie mogła liczyć na okup, gdyż ludzie w
niej służący nie byli szlachetnie urodzonymi, rekrutowali się z plebsu, a z takimi ludźmi nikt się nie układał. Nie znali oni też rycerskiego obyczaju i
kiedy sami ginęli nie oszczędzali innych. Ta formacja miała już niedługo zmienić pole bitew, zamienić je krwawe jatki, gdzie ginie wszelka
szlachetność.
Można zatem wysnuć wniosek z naszych rozważań, że była to ostatnia wielka bitwa rycerstwa w starym
zużywającym się stylu. Teraz miała królować piechota, artyleria i wojsko zaciężne, a rycerstwo wraz z ze swoimi wzorcami miało odejść do
lamusa historii.
5. Bibliografia
Źródła:
1. Długosz Jan, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. XI, Warszawa 1982.
Opracowania:
1. Kuczyński Stefan Maria, Wielka wojna z Zakonem Krzyżackim w latach 1409 - 1411, Warszawa 1966. 2. Spieralski Zdzisław, Bitwa pod Koronowem 10 X 1410, [w:] Bitwa pod Koronowem 10 X 1410 , materiały z sesji naukowej zorganizowanej w Bydgoszczy z okazji 550 rocznicy bitwy, Bydgoszcz 1961. 3. Biskup Marian, Pogranicze kujawsko - pomorskie w Wielkiej Wojnie z Zakonem Krzyżackim w latach 1410 - 1411, [w:] Bitwa pod Koronowem 10 X 1410 , materiały z sesji naukowej zorganizowanej w Bydgoszczy z okazji 550 rocznicy bitwy, Bydgoszcz 1961. 4. Nadolski Andrzej, Grunwald 1410, Warszawa 1996. 5. Nadolski Andrzej, Polska technika wojskowa do 1500 roku, Warszawa 1994.